— Ambroży dopiero co powiedział mi o tym nieszczęściu. Gdzież Stachowa?
Odsłonili ją, w bok się odsuwając, ale ona nic nie dojrzała przez płacz.
— Weronka, dyć sam dobrodziej przyszli! — szepnęła jej Hanka.
Zerwała się wtedy, a spostrzegłszy księdza przed sobą, rymnęła324 mu do nóg, wybuchając płaczem jeszcze jękliwszym i barzej zawodzącym.
— Uspokójcie się, nie płaczcie! Cóż poradzić? Wola Boża... No, mówię: wola Boża! — powtórzył, ale tak wzruszony, że sam ukradkiem łzy ocierał.
— Na żebry przyjdzie nam iść, na żebry, w cały świat!
— No, nie krzyczcie, dobrzy ludzie nie pozwolą wam zginąć i Pan Bóg was w czym innym zapomoże. Nie potłukło was? Co?
— Bóg jeszcze łaskaw!
— Cud się stał prawdziwy.
— Mogło co do jednego wydusić jak te gąski Płoszkowej.