Zawrzały wszystkie drogi i obejścia — wrzaski, śmiechy, przegony narastały coraz barzej, bo i dzieuchy gziły się366 niezgorzej, lejąc się między sobą i ganiając po sadach; że zaś ich dużo było i dorosłych, to wnet dały radę chłopakom, rozganiając ich na wszystkie strony. A tak się rozswawolili, że nawet Jaśka Przewrotnego, któren się z sikawką od gaszenia pożarów zaczajał na Nastkę, dopadły Balcerkówny, wodą zlały i jeszcze do stawu zepchnęły na pośmiewisko...
Ale ozgniewany za despekt, iż to dzieuchy górę nad nim wzięły, przyzwał w pomoc Pietrka Borynowego i tak się zmyślnie zasadzili na Nastkę, aż ją dostali w pazury i pod studnię zawlekli, a tak srodze spławili, jaże wniebogłosy wrzeszczała... Zaś potem, dobrawszy jeszcze Witka, Gulbasiaka i co starszych, chycili Marysię Balcerkównę i taką jej kąpiel sprawili, aż matka z kijem leciała na pomoc. Przyparli też gdziesik Jagnę i tęgo utytłali, nawet Józce nie przepuszczając, choć się prosiła i z bekiem leciała na skargę do Hanki.
— Skarży się, a rada. Oczy się jej skrzą do figlów!
— A i mnie zapowietrzone do żywej skóry dojęły! — użalała się wesoło Jagustynka, wpadając do chałupy.
— Niby te obwiesie komu przepuszczają! — biadoliła Józka, przewłócząc się w suche szmaty, ale mimo strachu wyszła potem na ganek, bo aż dudniało na drogach od przeganiań i wieś się trzęsła wrzaskami; chłopaki dziw nie oszalały z uciechy, chodzili całą hurmą, zaganiając, kto się napatoczył, pod sikawki, aż sołtys musiał rozganiać swawolników, bo nie sposób się było pokazać z chałupy.
— Wama cosik niezdrowo po wczorajszym? — szepnęła Jagustynka, susząc plecy przed kominem.
— Juści, trzęsie się we mnie i cięgiem me kopie, mdli me przy tym...
— Połóżcie się. Trzeba by się wam napić maciórkowego naparu! Strzęśliście się wczoraj! — Zafrasowała się bardzo, ale że zapachnęła kiszka przysmażona, siadła wraz z drugimi do śniadania, łakomie wypatrując większego kawałka.
— Pojedzcie i wy, gospodyni. Głodzeniem zdrowiu nie pomoże...
— Kiej mi się mierzi mięso. Arbaty367 se zgotuję.