— Juści... Jeno że mu się wypsnęło. Do waju tylko mówię...
— Juści, za rękę trza by złapać albo świadków mieć... No, na co się to człowiek waży la grosza!
— Nawet przed Antkiem się nie wygadajcie, moi drodzy! — prosiła.
— Wiecie, żem nieskory do zwierzeń. A łacniej przecież zabić człowieka niźli go urodzić. Znałem go, że krętacz, ale o taką rzecz bym nie posądził.
— Jego stać na najgorsze, znam ja go dobrze...
Wójt nadszedł z sołtysem i wzięli oglądać szczegółowo, wypytując się Józki o wszystko.
— Żeby Kozioł nie siedział, myślałbym, co to jego sprawka... — szepnął wójt.
— Cichojcie, Pietrze, bo Kozłowa ku nam zmierza — trącił go sołtys.
— Spłoszyli się, że nic pono nie unieśli.
— Pewnie, strażnikom trza by dać znać... Nowa robota, diabli nadali, że człowiek świąt nawet zażyć spokojnie nie może...