Dom też opustoszał — do kościoła poszli. Hanka jeno w łóżku ostała, pacierze se przepowiadając a myśląc o Antku; że zaś cicho się zrobiło, bo stary dzieci powiódł na drogę, zasnęła kwardo.
Już ano stanęło przypołudnie, galancie przygrzane i tak cichuśkie, jaże śpiewy narodu rozchodziły się z kościoła i brzęczały po szybach; już i przedzwonili na podniesienie, a ona cięgiem spała. Zbudził ją dopiero turkot wozów pędzących po wybojach, bo jak to było we zwyczaju w drugie święto Wielkanocy, po sumie, ścigali się, któren pierwej dopadnie swojej chałupy, że ino migały przez drzewa bryki, zapchane ludźmi, i konie prane batami. Ścigali się tak siarczyście, że chałupa się trzęsła i wrzawa turkotów i śmiechów wichrem przeleciała.
Chciała się podnieść, obaczyć, ale domowi wracali i Jagustynka, krzątając się kiele obiadu, jęła opowiadać, jak zwaliło się tylachna narodu, co i połowa nie miała miejsca w kościele; że wszystkie dwory zjechały, a po sumie dobrodziej zwoływał gospodarzy do zakrystii i cosik z nimi uredzał. Józka zaś znowuj rozpowiadała o dziedziczkach, jak to były wystrojone.
— Wiecie, a to panienki z Woli to ci takie kupry dźwigają na zadzie jakby te indory, kiej se ogony rozczapierzone postawią.
— Sianem se te miejsca wypychają lebo gałganami — pojaśniała stara.
— A w pasie wcięte kiej osy, batem bych je poprzecinał, że ani poznać, kaj te brzuchy dziewają... Z bliskam wypatrywała.
— Kaj? A pod gorsety wpychają. Powiadała mi jedna dworka, co za pokojową była w modlickim dworze, jak to poniektóre dziedziczki się głodzą i pasami na noc ściągają, by ino nie pogrubieć. Taka moda dworska, aby każda pani cieniuśką się wydawała niby tyczka, na zadzie jeno wydęta.
— We wsi inaczej, boć z chudych przekpiwają się parobki.
— Zaśby nie! Dzieucha musi być kiej lepa371, rozrosła wszędzie, taka, co to jak się człek do niej przyprze, to jakby do pieca gorącego... — powiedział Pietrek, wpatrzony w Jagusię, wystawiającą garnki z komina.
— Widzisz go, pokrakę! Wypróżnował się, podjadł se mięsem i jakie mu to już smaki na ozór przychodzą! — zgromiła go Jagustynka.