— Ho! Ho, ciołek wam się zdarzył, dobrze go przedacie — mówił, rozpinając kapot.
— Na chowanie pójdzie, bo to z dworskiego gatunku.
— Profit będzie pewny, ile że młynarzowy byk już do niczego. Ucieszy się Antek z takiego przychówku.
— Mój Jezu! Kiej on go obaczy? Kiej?
— Niezadługo. Ja to wama powiadam, to wierzcie.
— Dyć wszystkich z dnia na dzień czekają.
— Mówię, że leda dzień się zjawią, cosik się ta przeciek z urzędu wie...
— A najgorsze, co pola nie chcą czekać.
— Jak się w porę nie obsieje, to straszno myśleć o jesieni!
Wóz jakiś zaturkotał. Józka, wyjrzawszy za nim, powiedziała: