— Abo to chwaci384 czasu; o pożar na Podlesiu i o wasz podkop będą penetrowali...
Wybiegł wraz z sołtysem, a Hanka, wpierając oczy w kowala, rzekła:
— Przyjdą opisywać, to im rozpowiecie wszystko, Michale.
Skubał wąsy i wbił ślepie w dzieciaka, niby się to mu przypatrując.
— Cóż to im powiem? Tyla, co i Józka poredzi!
— Dzieuchy przeciek do urzędników nie wyślę, nie przystoi. A powiecie, że ile wiadomo, z komory niczego nie wynieśli, czy zaś co inszego nie zginęło, to już... Bogu jednemu wiadomo... I... — Strzepnęła pierzynę, pokaszlując, by nie pokazać mu twarzy szydliwej, ale on się jeno ciepnął i wyszedł.
— Świedlerz385, jucha! — prześmiechnęła się leciuchno.
— Że krótkie były, to się jeszcze urwały! — narzekał Jambroż, po czapkę sięgając.
— Józka, urżnij im kiełbasy, niech se chrzciny w domu przydłużą.
— Gęś to jestem, bym suchą kiełbasę ćkał386?