Dróżką między księżym ogrodem a Kłębami go poprowadziła, gdy właśnie bryczka organistów zajechała przed ich dom, stojący w głębi. Organiścina już była na siedzeniu, a Jasio całował się przed progiem z rodziną.
— Konia przywiedłam, bo dzieci go płoszyły... — zaczęła nieśmiało.
— Ojciec, krzyknij na Walka, niech go odbierze! Te, ryfo415 jedna, konia samego porzucasz, żeby nogi połamał, co? — gruchnęła na parobka.
Jasiu, spostrzegłszy Jagnę, jeno śmignął oczyma po ojcach i rękę do niej wyciągnął.
— Zostańcie, Jaguś, z Bogiem.
— Do klasów to już?
Za serce ją cosik ścisnęło jakby żal cichy.
— Na księdza go odwożę, moja Borynowo! — napuszała się dumnie.
— Na księdza!
Podniesła zdumione oczy na niego. Siadał właśnie na przednim siedzeniu, plecami do koni.