— Przysiędę w ganku i powiem co wam — szepnął cicho.
Ścierpła nieco, szykując się jakąś nową biedę posłyszeć.
— Byliście pono u Antka? — pierwszy zaczął.
— Byłam, ale mnie do niego nie puścili.
— Tegom się i bojał.
— Mówcie, co wiecie! — mróz ją przeszedł.
— Co ja ta wiem? Tyla jeno, co mi się udało ze starszego wyciągnąć.
— A co? — wparła się w słupek i dziecko mocniej przycisnęła do siebie.
— Powiedział, że Antka przed sprawą nie wypuszczą.
— Laczego! — ledwie wyjąkała, dygot ją trząsł i łamał. — Dyć... Przeciek adwokat mówił, co może puszczą.