Jeszcze ją dusił wstyd, ale gniew, co ją zrazu chycił na Jagnę, już się kajś zapodział, że skoro kumy się porozchodziły, zajrzała na drugą stronę, niby to do Macieja, ale dojrzawszy Jagusię śpiącą w ubraniu, przywarła drzwi i po omacku rozebrała ją starannie.
„Niech Bóg broni takiej doli!”, myślała potem z dziwną litością i jeszcze parę razy tego wieczora zaglądała do niej.
Jagustynka musiała cosik zmiarkować, bo rzekła jakby niechcący:
— Jagna bez grzechu nie jest, ale wójt najwinniejszy.
— Prawda, i jemu powinni zapłacić za wszystko, jemu! — przytwierdzała tak zajadle Hanka, jaże Pietrek spojrzał na nią dziękczynnie.
I dobrze utrafiły, bo do późna w noc stary Płoszka i Kozły latały po wsi, podburzając ludzi przeciw niemu. Płoszka nawet do chałup zachodził i niby to żartami gadał:
— Udał się nam wójt, w całym powiecie nie najdzie większego chwata!
A że jakoś nie bardzo mu basowali, do karczmy pociągnął. Było już tam kilku pomniejszych gospodarzy; postawił im gorzałki raz i drugi, aż kiej się podcięli, swoje jął wykładać:
— Wójt nam się sprawia? Co?
— Nie pierwszyzna mu przecież! — rzucił ostrożnie Kobus.