— Powiadasz, Płoszka, bele co, jakbyś się napił... — odburknął.
— Powiedam, co wiadomo, że co dnia z nimi hańdryczysz483.
— Kto mi robotę daje, temu robię, nie przebieram.
— Robotę! Co inszego ty z nimi obrabiasz — rzekł ciszej Wachnik.
— Jakeś i z dziedzicem nasz las obrabiał — dodał groźnie Pryczek.
— Widzi mi się, co na sąd trafiłem... Cie! Jak to wszystko wiedzą.
— Dajta mu spokój, robi swoje bez nas, to i my weźmy się do swojego przez niego — powiedział Grzela, patrząc mu ostro w ślepie rozbiegane.
— Kiejby was strażnik dojrzał przez okna, pomyślałby, co się zmawiacie na kogo! — niby to drwił, ale wargi mu się ze złości trzęsły.
— Może i tak, jeno nie na ciebie. Za małaś figura, Michał.
Nacisnął czapkę i wyszedł, trzaskając drzwiami.