— Sposób to zbójecki, ale że na inny już nie ma czasu, pomogę wam z chęcią.
I zaraz poszedł na ogrody do proboszcza, siedzącego przy parobku koszącym koniczynę, któren potem rozpowiadał, jako zrazu dobrodziej się ozgniewal na Rocha, krzyczał, zatykał uszy i słuchać nawet nie chciał, lecz potem siedli obaj na miedzy i długo se cosik uradzali. Snadź Rocho go przekonał, gdyż o zmierzchu, kiej ludzie zaczęli ściągać z pól, proboszcz poszedł na wieś i niby to chłodu zażywał, a zaglądał w obejścia, pytał o różności, a głównie z kobietami się zmawiał i w końcu każdemu z osobna a cicho powiadał:
— Chłopaki dobrze chcą. Trzeba się śpieszyć, póki jeszcze czas. Zrobicie swoje, to ja już pojadę do dziedzica i będę go namawiał.
I tyle dokazał, że kobiety się już nie przeciwiły, zaś gospodarze zaczęli wywodzić, iż skoro ksiądz zachęca, to warto by tak zrobić.
Jeszcze się cały wieczór naradzali, ale już rankiem w niedzielę byli wszyscy zdecydowani na jedno.
Mieli iść po nieszporach i z Rochem na czele, że to mógł się rozmówić z Miemcami po ichnemu.
Właśnie to był Rocho teraz przyobiecał chłopakom. Odeszli, pohukując z radością; on siedział na Borynowym ganku, przesuwając ziarna różańca i cosik medytując.
Wcześnie jeszcze było. Dopiero co miski sprzątnęli po śniadaniu, że zapach żuru i okrasy wiercił nozdrza, a Pietrek przeciągał się po jadle.
Czas się robił ciepły, a nie upalny. Jaskółki niby kule przecinały powietrze. Słońce podnosiło się dopiero zza chałupy, iż w cieniach polśniewały jeszcze osuszone, ciężkie trawy i z pól zawiewał chłód, pachnący zbożami.
W chałupie cicho było — jak zazwyczaj w niedzielę. Kobiety zwijały się kole porządków; dzieci, obsiadłszy miskę przed gankiem, pojadały z wolna, broniąc się łyżkami i piskiem przed Łapą, któren na gwałt rwał się do spółki; maciora stękała pod ścianą na słońcu, tak ją waliły łbami prosięta, dobierając się do mleka. To bociek rozganiał kury i grajdał się za źrebakiem, baraszkującym w podwórzu. Niekiedy drzewa zaszumiały i sad się rozkolebał, zaś polem rozchodził się jeno brzęk pszczół idących na robotę i dzwonienia skowronków.