— Nie dam i żenić ci się nie przyzwolę! — buchnęła.

— I przez waszego przyzwoleństwa się obędę!

— Szymek, pomiarkuj się i ze mną nie zadzieraj!

Pochylił się naraz przed nią i pokornie podjął za nogi.

— Dyć was proszę, matko, dyć skamlę jak ten pies!

Łzy mu zalały gardło.

Jędrek też ryknął i dalejże matkę całować po ręku, obłapiać za nogi a molestować wraz z bratem.

Odgarnęła ich od siebie ze złością.

— Ani mi się waż przeciwić, bo cię wygonię na cztery wiatry! — krzyknęła, wytrząchając pięściami.

Ale Szymek już się nie ulęknął. Matczyne słowa śmignęły go kiej biczem, że zakipiał, wyprostował się hardo i rodowa Paczesiów zawziętość buchnęła mu do głowy. Postąpił na izbę i rzekł strasznie spokojnie, bodąc ją rozgorzałymi ślepiami: