— Ksiądz tak samo utwierdza! — przywtórzyła Hanka.

— A tak będzie, jak się spodoba dziedzicowi — warknął kłótliwie Kobus, rozciągając się pod drzewem.

— Jakże, to nie zlękli się waszych wrzasków i nie uciekli? — wtrąciła się po swojemu Jagustynka, ale któryś rzekł:

— Kowal powiadał wczoraj, jako dziedzic pogodzi się z nami.

— Jeno mi dziwno, że Michał teraz ze wsią trzyma.

— Węszy on w tym jakąś dobrą sztuczkę la siebie — syknęła stara.

— I młynarz też się pono wstawiał we dworze za wsią.

— Wszystkie za nami, dobrodzieje, juchy — mówił Mateusz. — Powiem wam, laczego naszą stronę trzymają. Kowalowi dziedzic obiecał dobrą oberchapkę497 za zgodę z Lipcami. Młynarz się zlęknął, że Niemcy mogą postawić wiatrak na górce koło figury. Zaś karczmarz też pomaga narodowi ze strachu o siebie; dobrze on wie, że kaj Miemce siądą, tam się już żaden Żydek nie pożywi.

— To i dziedzic boją się chłopów, kiej o zgodę zapobiega?

— A zgadliście, matko. Ten się najwięcej boją, zarno waju wyłożę...