— A o Antku to i słowa rzec nie umiał.
— Pono Mateusz siedzi z drugimi, Antek zaś osobno.
— I... Tak jeno szczeka, żeby się miał z czym do chałup zamawiać...
— Był to z tym i u was!
— Co dnia zachodzi, ale do Jagusi; ma z nią jakieś sprawy, to się schodzą i przed ludźmi uredzają225 w opłotkach — powiedziała ciszej, z naciskiem, wyglądając oknem, bo w sam raz Jagna schodziła z ganku, wystrojona sielnie, z książką w ręku i z palmami; długo patrzała za nią.
— Spóźnita się, dzieuchy, ludzie już całą drogą walą.
— Nie przedzwaniali jeszcze.
Ale wraz i dzwony się ozwały hukliwie, nawołując w dom Pański, i bimbały wolno, długo i rozgłośnie.
Że w jaki pacierz, a wszyscy poszli z chałupy do kościoła.
Hanka ostała sama. Nastawiła obiad, przyogarnęła się nieco i zabrawszy dzieci, siadła z nimi na ganku, by je wyczesać i przeiskać226, że to w tygodniu nie starczyło nigdy czasu.