Ale na to porwał się Grzela i zakrzyczał:
— To wam powiem, żeśta głupie barany i tyla!
I znowu jął tłumaczyć i przekładać zapalczywie, jaże się spocił kiej mysz, kowal też sielnie mełł ozorem i każdemu z osobna rychtował, ale stary Płoszka nie dał się przekabacić, głową jeno kiwał i prześmiechał tak kąśliwie, aż Grzela przyskoczył do niego z pięściami, ledwie już powstrzymując złość.
— Rzeknijcie swoją prawdę, kiej nasza widzi się wam cygaństwem.
— A rzekę! Znam dobrze to pieskie nasienie, znam i mówię waju1061: nie wierzta1062 dziedzicowi, póki nie bedzie czarno na białym. Zawżdy się naszą krzywdą pasły, to i tera chcą się na nas pożywić!
— Tak miarkujecie, no to się nie gódźcie, ale drugim nie przeszkadzajcie! — krzyknął na niego Kłąb.
— Chodziłeś z nimi do boru, to ich stronę i tera trzymasz!
— A chodziłem, a jak będzie potrza1063, to i jeszczek1064 pódę1065! A trzymam nie za nim, jeno za zgodą, za sprawiedliwością, za całą wsią. Bo jeno1066 głupi nie widzi w tym dobrego la1067 Lipiec. Jeno głupi nie bierze, jak dają.
— Wyśta1068 wszystkie głupie, bo pilno wama1069 sprzedać za obertelek1070 całe portki. Głupie, skoro dziedzic tyle daje, to może i więcej.
Zaczęli się przemawiać1071 coraz zapalczywiej, a że i drugie wspomagały Kłęba, to zrobił się taki gwar, jaże przyleciał Jankiel i sielną1072 flachę gorzały postawił na stole.