— To pod łaznowskim dobrodziejem tak się zmaglował.
Ksiądz już nie odrzekł, a oni poszli prosto ku domowi. Jagusia wiedła1193 matkę na ostatku, gdyż stara wlekła1194 się z trudem odpoczywając co chwila.
Dzień był powszedni, robotny, to i pusto było na drogach dokoła stawu, jeno1195 dzieci bawiły się kaj niekaj1196 w piasku i kury grzebały w porozrzucanych łajnach. Było jeszcze wcześnie, ale już słońce niezgorzej przypiekało, szczęściem, co wiater1197 nieco przechładzał, zawiewał bujny, iż kolebały się sady, pełne już czerwieniejących wiśni, a zboża biły o płoty kiej1198 wody wzburzone.
Chałupy stały wywarte1199, wrótnie1200 wszędy1201 porozwierane1202, na płotach kajś niekaj1203 wietrzyły się pościele, a wszystko, co się jeno ruchało, pracowało w polach. Jeszcze ktosik1204 zwoził ostatnie zapóźnione pokosy siana, że zapach jaże1205 wiercił w nozdrzach, a na obwisłych nad drogą gałęziach, pod którymi przejeżdżały kopiaste wozy, trzęsły się przygarście ździebeł kiej te powyrywane brody żydowskie.
Szli z wolna i w cichości, deliberując1206 o działach.
Skądciś1207, jakby z pól, kaj1208 ludzie osypywali ziemniaki, zrywała się niekiedy piosneczka i szła z wiatrem nie wiada1209 kaj, zaś pod młynem jakaś baba tak prała kijanką, jaże1210 się rozlegało i szumnie huczały wody spadające na koła.
— Młyn teraz cięgiem1211 robi! — ozwała się1212 pierwsza Magda.
— Przednówek to żniwa la1213 młynarza!
— Cięższy on latoś1214 niźli łoni1215. Wszędzie bieda aż piszczy, zaś u komorników to już prosto głód — westchnęła Hanka.
— Kozły też penetrują po wsi, jeno czekać, jak komu co grubszego ukradną — rzucił kowal.