— Nie bajcie! Ratują się, biedoty, jak mogą, wczoraj Kozłowa przedała organiścinie kaczęta, to się ździebko1216 wspomogła...
— Rychło1217 przechlają. Nie powiadam na nich nic złego, ale mi dziwno, że piórka mojego kaczora, co mi zginął w ojcowy pochowek, nalazł mój Maciuś za ich obórką — wyrzekła Magda.
— A któż to wtenczas wzion1218 nasze pościele? — wtrąciła Józka.
— Kiejże1219 to ich sprawa z wójtami?
— Nieprędko, ale Płoszka ich wspiera, to już wójtom dobrze zaleją sadła za skórę.
— Że to Płoszka lubi zawdy1220 nos wrażać1221 w cudze sprawy.
— Jakże, przyjaciół se kaptuje1222, bo mu pachnie wójtostwo!
Przeszedł im drogę Jankiel ciągnący za grzywę spętanego konia, któren1223 bił zadem i opierał się ze wszystkich sił.
— Załóżcie mu pieprzu pod ogon, to rypnie z miejsca kiej ogier.
— Śmiejcie się na zdrowie! Co ja już mam z tym koniem!