— Cóż tam u was? Sprzedajecie co dzisiaj?
— Bogać ta nie, powieźli do dnia pszenicę, a kobiety pognały świnię.
— Aż tyle! — wykrzyknęła organiścina. — Jasiu, weź szalik, bo chłodno! — zawołała do syna.
— Ciepło mi, zupełnie ciepło — zapewniał, lecz mimo to okręciła mu czerwonym szalem szyję.
— Abo to wychody małe? Już nie wiada, skąd brać na wszystko...
— Nie narzekajcie, Macieju, chwalić Boga, macie dosyć...
— Przeciech tej ziemi nie ugryzę, a gotowego grosza w zapasie nie ma.
— Bo rozpożyczacie... mało to macie po ludziach?... Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi!...
Ale Boryna, nierad tym wypominkom przy parobku, pochylił się szybko i cicho zapytał:
— A pan Jaś długo będzie jeszcze w klasach?