— A prędzej, bo cię psami wyszczuję! — dławiło ją zdumienie, nie mogło się jej pomieścić w głowie, że to prawda. Jakże, całe sześć morgów pola rzuciła kiej1326 ten pęknięty garnek! Jakże! Musi być, co ma źle w głowie! — myślała wodząc za nią oczami.
Jagna zaś, nie zważając na nią, już się wzięła do zdejmowania swoich obrazów, gdy Józka przyleciała z wrzaskiem:
— A korale mi oddajcie, moje są po matce, moje...
Jagna zaczęła je odwiązywać ze szyi, ale się nagle powstrzymała.
— Nie, nie oddam! Maciej mi dali, to już są moje!
Józka poczęła piekłować, jaże1327 Hanka musiała ją skrzyczeć, bych dała spokój, bo Jaguś jakby ogłuchła na zaczepki, a wyniósłszy wszystko swoje, poleciała po Jędrzycha.
Dominikowa nie przeciwiła się już niczemu, lecz i nie odpowiadała na zagadywania Hanki ni na Józczyne jazgoty, dopiero kiej1328 zabrali rzeczy na wóz, podniesła1329 się i wyrzekła grożąc pięścią:
— Bych cię nie minęło co najgorsze!
Hanka jaże1330 ścierpła, ale puszczając te słowa mimo uszów zawołała:
— A przypędzi bydło Witek, to ci twoją krowę zagna do chałupy, a po resztę niech kto przyleci wieczorem, to się pozgania.