— A skoro już pomarł, to już taka była wola boska. — I szczerze westchnęła za jego duszę.
Nazajutrz kole1374 południa wszedł do izby Jambroży.
— Kajżeście to chodzili1375? — spytała rozpalając ogień na kominie.
— U Kozłów byłem, dziecko się im oparzyło na śmierć. Wołała mnie, ale tam już jeno1376 trumny potrza i pochowku.
— Któreż to?
— A to mniejsze, co je na zwiesnę przywiezła1377 z Warsiawy1378. Wpadło do grapy1379 z ukropem i prawie się ugotowało.
— Cosik1380 nie wiedzie się jej z tymi znajdami.
— A nie wiedzie. Nie traci ona na tym, dają na pochowek! Ale nie z tym do was przyszedłem.
Podniesła na niego niespokojne oczy.
— Wiecie, Dominikowa pojechała z Jagusią do sądu, pono1381 skarżyć was będzie o wygnanie córki...