Właśnie co ino była podwieczorek posłała ludziom na pole, gdy chłopy przyszły ze stodoły. Narządziła im obiad pod domem w cieniu i na chłodzie, podając nawet gorzałkę i piwo, zaś na dojadkę postawiła z pół sitka dobrze źrałych1528 wisien, które była przyniesła od księżej gospodyni.
— Obiad suty jakby na weselu — żartował Rocho.
— Gospodarz wrócił, małe to jeszcze wesele? — odparła zwijając się kole nich i mało wiele1529 sama pojedając.
Po skończeniu Rocho zaraz poszedł na wieś obiecując się na wieczór, zaś ona spytała nieśmiele1530 męża:
— Chcesz to obejrzeć gospodarkę?
— A dobrze! Święto się już skończyło, trza się będzie brać do roboty! Mój Boże, anim się spodział, co mi tak rychło przyjdzie ojcowizna!
Westchnął i poszedł za nią; powiodła go najpierwej do stajni, kaj parskały trzy konie, a w zagrodzie kręcił się źrebak; potem do pustej obory, zaś jeszcze potem do stodoły do tegorocznego siana; zaglądał nawet do chlewów i pod szopę, gdzie stały różne narzędzia i porządki.
— Bryczkę trza będzie przetoczyć na klepisko, bo się do cna rozeschnie.
— A bo to raz przykazywałam Pietrkowi? Cóż, kiej me nie słuchał.
Zaczęła zwoływać prosięta i drób, sielnie się przechwalając dużym przychówkiem, a kiej i to obejrzał, rozpowiedała szeroko o polnych robotach, gdzie co posiane i wiela1531 każdego z osobna, pilnie przy tym naglądając mu w oczy i wyczekująco, ale on sobie wszyćko poukładał w głowie po porządku, przepytując jeno1532 o to i owo, a dopiero w końcu rzekł: