— Żebyś w kościele przysięgał, a też ci nie uwierzą — mruknął Mateusz.
— No, to niech kto drugi spróbuje, obaczymy, czy poredzi1707! — wołał.
— Pewnie, że kto drugi musi się zabrać do tego.
— Ale kto? Może ksiądz albo młynarz? — rozlegały się szydliwe1708 głosy.
— Kto? Antek Boryna! A jakby i on nie przywiódł wsi do rozumu, to już trza wypiąć plecy na cały jenteres1709...
— Cóż ja? Któż to me1710 posłucha, co? — jąkał zmieszany.
— Masz rozum, pierwszyś teraz we wsi, to cię wszystkie1711 posłuchają.
— Prawda! Juści! Ty jeden! My pójdziem za tobą! — mówili skwapliwie, ale kowalowi było to cosik1712 nie na rękę, bo zakręcił się niespokojnie, skubał wąsy i zaśmiał się zjadliwie, skoro Antek powiedział:
— Przeciek1713 nie święci garnki lepią, mogę i ja poprobować, poredzimy se1714 o tym którego dnia.
Zaczęli się rozchodzić, ale jeszcze każden z osobna brał go na stronę namawiać, przyobiecując pójść za nim, zaś Kłąb mu rzekł: