— Pódzi1726, Jantoś1727, pora spać... Utrudziłeś się dzisia niemało...
— Idę, Hanuś, idę... — podnosił się ociężale.
Jęła się prędko rozdziewać1728 szepcąc pacierz roztrzęsionymi wargami.
— A jak me1729 zasądzą na Syberię, to co? — myślał frasobliwie, wchodząc do izby.
V
— Pietrek, przynieś no drewek — krzyknęła sprzed domu Hanka, rozmamłana była całkiem i omączona przy wyrabianiu chleba.
W szabaśniku1730 huczał już tęgi ogień, przegarniała go raz po raz i leciała obtaczać bochny i wynosić je w ganek, na deskę ździebko1731 wystawioną w słońcu, bych1732 prędzej rosły. Zwijała się siarczyście, gdyż ciasto prawie już kipiało z wielkiej dzieży1733, przyokrytej1734 pierzyną.
— Józka, dorzuć do pieca, bo trzon jeszczek1735 czarniawy!
Ale Józki nie było, a Pietrek też się nie kwapił1736 z posłuchem, nakładał w podwórzu gnój, oklepując czubaty wóz, bych1737 się nie roztrzęsał1738 po drodze, i spokojnie poredzał1739 ze ślepym dziadem, któren1740 pod stodołą wykręcał1741 powrósła1742.
Popołudniowe słońce tak jeszcze przypiekało, że ściany popuszczały żywicą, parzyła ziemia i powietrze prażyło kiej1743 żywym ogniem, że już ruchać się1744 było ciężko. Muchy jeno1745 kręciły się z brzękiem nad wozem i konie dziw nie porwały postronków i nóg nie połamały szarpiąc się i oganiając od ukąszeń.