Nad podwórzem wisiała senna, przygniatająca spieka1746, przejęta ostrym zapachem gnoju, że nawet ptaki w sadzie pocichły, kury leżały pod płotami kieby1747 nieżywe, a prosiaki z pojękiwaniem rozwalały się w błocie pod studnią, gdy naraz dziad zaczął srogo kichać, bowiem z obory zawiało jeszcze barzej1748.
— Na zdrowie wama1749, dziadku!
— Nie z trybularza wieje, nie, a chociem1750 i tego zwyczajny1751, ale zawierciło w nosie gorzej tabaki.
— Kto czego zwyczajny, to mu smakuje!
— Głupiś, cóż to, łajno jeno1752 wywąchuję po świecie!...
— Rzekłem, bo mi się przybaczyło1753, co tak mi pedział1754 mój dziadźka we wojsku, kiej1755 me1756 przy uczeniu pierwszy raz sprał po pysku...
— I wzwyczaiłeś się do tego, co? Hi! hi! hi!...
— Hale, bogać ta, kiej1757 rychło1758 sprzykrzyła mi się taka nauka, że przycapiłem ścierwę w jakimś kącie i tak mu pysk wyrychtowałem, jaże1759 spuchnął niby bania. Już me1760 potem nie bijał1761...
— Długoś to służył?
— A całe pięć roków! Nie było się czym wykupić, to i musiałem rużie dźwigać. Jeno1762 zrazu, pókim był głupi, to potyrał1763 mną, kto chciał, i biedym się najadł, ale kamraty me1764 nauczyły, że jak czego brakowało, tośwa1765 zworowali abo dała jedna dzieucha1766, służanka, bom obiecał się z nią ożenić! A jak me1767 przezywały od kartoszków1768, jak się śmiały z mojej mowy i naszego pacierza...