— A bo to me1915 młynarz dopuści, ponoć wzion1916 wożenie na spółkę z organistą i ze Żydami jest za pan brat.
— Konie masz, porządek1917 wszystek gotowy, a parob jeno się wałęsa kole1918 chałupy. Niezgorzej płacą — szepnął zachętliwie.
— Juści, co1919 przydałby się jakiś grosz na żniwo, ale cóż, młynarza przeciech1920 o pomoc prosił nie będę.
— Trza1921 by ci pomówić z kupcami.
— Abo to je1922 znam! Byś to chciał wstawić się za mną!
— Kiej prosisz, to pomówię, jeszcze dzisia1923 do nich poletę1924.
Antek cofnął się prędko przed kuźnię, gdyż znowuj1925 zagrały młoty i iskry sypnęły się deszczem ognistym i parzącym.
— Zaraz przyjdę, obaczę jeno1926, jakie to drzewo zwożą.
I na tartaku robota wrzała kiej1927 w ulu, traczka1928 już szła bez przerwy, piły z głuchym zgrzytem przeżerały długachne kloce, a woda z krzykiem waliła się z kół w rzekę i spieniona, zmordowana, gotowała się bełkotliwie w ciasnych brzegach. Z wozów zwalali chojary, ledwie okrzesane z gałęzi, aż ziemia jęczała, zaś sześciu chłopa obciesywało1929 je do kantu, a drugie wynosiły deski na słońce.
Mateusz prowadził całą fabrykę, że co trochę widać go było w innej stronie, dzielnie zwijał się rządząc i bacznie wszystkiego doglądając.