Przywitali się przyjacielsko.
— A kajże1930 to Bartek? — pytał Antek rozglądając się po ludziach.
— Zmierziły mu się Lipce1931 i pociągnął za wiatrem.
— Że to poniektórych tak cięgiem1932 telepie po świecie! Roboty widać masz na długo, tylachna1933 drzewa!
— A chwaci1934 na jaki rok abo1935 i dłużej. Jak dziedzic ugodzi się ze wszystkimi, to z pół boru wytnie i przeda.
— Na Podlesiu znowuj1936 dzisiaj rozmierzają ziemię.
— Bo już co dnia zgłasza się ktosik1937 do zgody! Barany juchy, nie chciały cię słuchać, żeby gromadą się ugodzić, to dziedzic da więcej, a tera1938 robią w pojedynkę, cichaczem, byle prędzej.
— Niektóren1939 człowiek to jak ten osieł: chcesz, bych1940 ruszył naprzód, to ciągaj go za ogon! Pewnie co barany, dziedzic obrywa każdemu coś niecoś, bo z osobna się godzą.
— Odebrałeś to już swoje gronta1941?
— Jeszczek1942 nie wyszedł czas po śmierci ojcowej i nie można robić działów, alem se1943 już upatrzył pole.