— A za trzy niedziele1997 byłbyś już za morzami, niech Jankiel powie...
— Strasznie daleko! Jak to iść, wszyćko1998 ciepnąć1999, ostawić dom, dzieci, ziemię, wieś i w tyli2000 świat, na zawdy2001! — Zgroza go przejęła.
— Tyla poszło dobrowolnie i ani komu w głowie wracać do tych rajów.
— A mnie nawet pomyśleć o tym straszno!
— Juści2002, ale obacz Wojtka i posłuchaj, co rozpowiada o tym kreminale, to cię jeszczek barzej2003 zafrasuje! Jakże, chłop ma niespełna czterdzieści roków, a do cna już posiwiał i zgarbaciał, żywą krwią pluje i kulasami2004 ledwie powłóczy. Jeno patrzeć, jak pójdzie na księżą oborę2005. Ale po co ci gadać, masz swój rozum, to się jego posłuchaj.
Przycichł w porę, zmiarkowawszy, że już w nim posiał niepokój, więc resztę zostawił czasowi, skrycie się jeno2006 ciesząc z plonów, jakie spodziewał się zebrać. Ale skończywszy pług ozwał się wesoło:
— Poletę2007 tera2008 do kupców, a wóz gotuj na jutro, bo woził będziesz. O sprawie nie myśl, nie warto se2009 psuć głowy, to ano będzie, co będzie i co Bóg miłosierny pozwoli. Przyjdę do cię wieczorem.
Ale Antek nie zapomniał tak zaraz; połknął te jego przyjacielskie powiadki2010 kiej2011 ryba przynętę i dławił się nią, darło mu ano wątrobę, jaże2012 ledwie się ruchał pod grozą męczących pomyślunków2013.
— Dziesięć roków! Dziesięć roków — szeptał niekiedy, drętwiejąc w strachu.
Mrok już zapadał, ludzie ściągali z pól, w obejściu podniósł się niemały rejwach2014, gdyż Witek przygnał stado, a kobiety kręciły się kole2015 udojów i obrządków, zaś na wsi jaże2016 się trzęsło od przedwieczornych pogwarów i wrzasków dzieci, kąpiących się we stawie.