— Kaźmirz z Modlicy umiał se1976 poredzić1977...
— Ten, co to uciekł do Hameryki1978?
— A ten sam! Mądrala, jucha, przewąchał pismo nosem.
— A bo mu to dowiedły1979, że zabił tego strażnika?
— Nie czekał, jaże1980 mu dowiedą1981! Nie głupi zgnić w kreminale1982...
— Łacno1983 mu było, kawaler.
— Ratuje się, któren1984 musi. Ja cię ta do niczegój1985 nie namawiam, abyś nie pomyślał, że mam w tym cosik swojego na widoku, a jeno1986 powiedam1987, jak to w przypadku robiły drugie1988. Jak ci się żywnie podoba, tak zrób. Wojtek Gajda z Wolicy też ano wrócił z kreminału w same świątki. Cóż, dziesięć roków1989 toć jeszczek1990 nie życie, można przetrzymać...
— Dziesięć roków, Jezus kochany! — jęknął chytając się za głowę.
— A tyle odsiedział w ciężkich robotach, juści, co karwas1991 czasu.
— Wszystko gotówem1992 przenieść1993, bele1994 jeno nie siedzenie. Jezus! siedziałem te parę miesięcy, a już me1995 się dur chytał1996...