— Poręczymy z Mateuszem, to widzi mi się, co i da.
Nastusia jaże2050 go chciała całować po rękach za tyla2051 dobrości.
— Zażywałem niezgorszej biedy, to wiem, jak drugim smakuje! — rzekł cicho, powstając do odejścia, bo się już było całkiem zmroczało nad ziemiami, jeno co niebo było jeszcze jasne i zorze dopalały się na zachodzie.
Antek stał czas jakiś nad stawem wagując się2052 w sobie, w którą stronę pójdzie, lecz po chwili ruszył ku domowi.
Szedł jednak z wolna kieby2053 pod przymusem, przystając co trocha ze znajomymi, na drogach bowiem było pełno ludzi, wałęsających się gadzin2054 i dzieci. Przyśpiewki trzęsły się po opłotkach, kajś2055 zakrzyczały przepłoszone gęsi, pod młynem wrzeszczały kąpiące się chłopaki, jakieś kumy kłóciły się po drugiej stronie stawu, jakby przed Balcerkami, a przenikliwy głos piszczałki przewiercał uszy.
Chociaż Antkowi nie było pilno i rad przystawał na drodze a z bele2056 kim pogadywał, to w końcu stanął przed swoją chałupą. Okna stały wywarte2057 i oświetlone, dziecko płakało pod ścianą, zaś z podwórza rozlegał się wrzaskliwy głos Hanki, a kiej niekiej2058 jazgotliwe odszczekiwanie Józki.
Zawahał się znowu, ale kiej2059 Łapa zaskomlał przy nim i jął wyskakiwać z radości, kopnął go w nagłym gniewie i zawrócił z powrotem na wieś. Dopadł dróżki proboszczowskiej, przemknął się kole2060 organistów tak cicho, że go nawet psy nie poczuły, i wsunął się pod księży sad, zaraz przy szerokiej miedzy, dzielącej Kłębową ziemię od księżych.
Nakrył go głęboki cień drzew galancie2061 rozrośniętych.
Księżycowy sierp zawisł już był na pociemniałym niebie i gwiazdy jęły się rozjarzać coraz migotliwiej; wieczór czynił się rosisty a silnie nagrzany, prawdziwie latowy2062. Przepiórki wołały ze zbóż, od łąk dalekich leciały grubaskie2063 pohukiwania bąków, zaś nad polami wisiała taka rozpachniona cichość, jaże2064 w głowie się mąciło.
Ale Jagusia jakoś nie przychodziła.