Szymek przywarł na chwilę, a skoro tamten znowu zachrapał, jął2206 się cicho przebierać ze sąsieka2207, gdyż mu się przywidziało, jako2208 do stodoły, kaj2209 spali, już się wdzierają mąty pierwszych świtań.
Omackiem zbierał po klepisku narzędzia, jeszcze wczoraj nagotowane, i tak się śpieszył, że mu raz po raz cosik leciało z rąk z przeraźliwym brzękiem, jaże2210 Mateusz klął przez śpik2211.
Ale nad ziemiami leżały jeszcze ciemnice, jeno2212 gwiazdy były już bladawe, na wschodniej stronie ździebko2213 się przezierało i pierwsze kury biły skrzydłami krzykając zachryple.
Szymek zebrał w taczki, co jeno2214 miał, i skradając się cichuśko kole2215 chałupy wydostał się nad staw.
Wieś spała kiej2216 zabita, nawet pies nie zaszczekał, a w cichości słychać było jeno bulgotanie wody przeciskającej się przez zapuszczone stawidła2217 młyna.
Na drogach, przycienionych sadami, było jeszcze tak ciemno, że ledwie kajś niekaj2218 zamajaczyła bielona ściana, zaś staw tyla jeno przezierał z nocy, co tym lśnieniem odbijających się gwiazd.
Ale dochodząc matczynej chałupy zwolnił kroku, pilnie nasłuchując, gdyż w opłotkach jakby ktosik chodził z cichym a nieustającym mamrotem.
— Kto tam? — posłyszał naraz głos matki.
Zdrętwiał i stał z zapartym oddechem, nie śmiejąc się poruszyć, zaś stara nie doczekawszy się odpowiedzi znowu jęła chodzić.
Widział ją kieby2219 cień snującą się pod drzewami; macała sobie drogę kijaszkiem i chodziła odmawiając półgłosem litanię.