— Nie zjedzą, Nastuś! Gront jest, to i łacniej przeczekać, dyć całe sześć morgów nasze — prawił pojedając z pośpiechem.
— Juści, to ziemi pewnie ugryzie! A jak to przezimujemy?
— Moja w tym głowa, nie turbuj się2246! O wszyćkim2247 deliberowałem2248 i wszyćkiemu najdę2249 zaradę! — Odsunął puste dwojaki, przeciągnął koście i powiódł ją pokazując i tłumacząc.
— W tym miejscu stanie chałupa! — zawołał radośnie.
— Stanie! Z błota ją pewnie ulepisz kiej2250 jaskółka!
— A z drzewa i gałęzi, i z gliny, i z piasku, i z czego się jeno da, bele tylko w niej przetrzymać z jakiś roczek, póki się nie wspomożemy.
— Sielny2251 dwór, widzę, zamyślasz! — warknęła niechętnie.
— Wolę w budzie niźli u kogo na komornym.
— Mówiła Płoszkowa, żeby się do nich sprowadzić na przezimowanie, i sama się ochfiarowała dać nam izbę, z dobrego serca.
— Z dobrego serca. A juści, pewnikiem chce zrobić na złość matce, dyć się żrą ze sobą kiej te psy. Torba zapowietrzona, nie potrzebuję jej dobrości. Nie bój się, Nastuś, wyrychtuję ci taką chałupę, że i okno będzie, i komin, i wszyćko, co ino potrza. Obaczysz, że jak ament w pacierzu2252 tak za trzy niedziele2253 stanie gotowa, żebym se miał kulasy2254 urobić, a stanie.