— Hale, sam to pewnie postawisz!
— Mateusz mi pomoże, przyobiecał!
— Nie dałaby to matka jakiego wspomożenia? — powiedziała lękliwie.
— Żebym skapiał, a prosił ich nie będę! — wykrzyknął, ale widząc, co jeszcze barzej posmutniała, wielce się sfrasował i kiej przysiedli pod żytem, jął jękliwie tłumaczyć:
— A mogę to, Nastuś? Jakże, wygnała me i na ciebie pomstuje.
— Mój Boże, żeby choć jaką krowinę dali, a to jak te najgorsze dziadaki, przez2255 niczego, jaże2256 strach pomyśleć.
— Będzie i krowa, Nastuś, będzie, jużem se jedną upatrzył.
— Bo to ani chałupy, ani bydlątka, ani nic! — zapłakała przytulając się do niego, obcierał jej oczy, głaskał po głowinie, ale że i jemu robiło się żałośnie, co dziw sam nie beknął2257, to porwał się na nogi, chycił2258 za łopatę i krzyknął jakby srodze zgniewany.
— Bój się Boga, kobieto, tylachna2259 roboty, a ty jeno2260 wyrzekasz?
Podniesła2261 się, pełna ciężkich turbacji2262 a trosk niemałych.