Jeno Szymek się nie śmiał, bo ułapiwszy Jędrzycha za szyję całował go, a prawił dobrze już napiłym głosem:
— Słuchać me2294 powinieneś, pomiarkuj2295 jeno2296, kto do cię mówi.
— Dyć2297 wiem, juści... jeno matula przykazali — jąkał płaczliwie.
— Co tam matula! mnie się posłuch należy, gospodarz jestem.
Muzykanty wyrznęły chodzonego, podniósł się wrzask, rypnęły obcasy, zaskowyczały dyle, zaśpiewały piosneczki, zakręciły się pary, to i Szymek ułapił wpół Nastusię, kapotę rozpuścił, czapę zbakierował, da dana gruchnął, wysforował się na pierwszego i najgłośniej krzykał, najzapamiętalej bił w podłogę, najostrzej zawracał i toczył się bujnie, wesoło, rozgłośnie, kiej ten potok nabrany zwiesnową2298 mocą.
Ale kiej przetańcował raz i drugi, dał się kobietom wywieść z karczmy i już galancie przetrzeźwiony siedział z nimi pod chałupą, przylazła też Jagustynka i tak se wraz pogadywali, bo chociaż późno było i Szymek zbierał się do powrotu, ale było mu jakoś niesporo, ociągał się, zwłóczył, do Nastki się przygarniał i czegoś wzdychał, jaże2299 matka rzekła:
— Ostań w stodole, kaj2300 ta będziesz się tłukł2301 po nocy.
— Kiedy pościele ma już tam, w budzie — tłumaczyła Nastusia.
— A to go puść pod swoją pierzynę, Nastuś — ozwała się Jagustynka.
— Co wam też w głowie! Hale, jeszcze czego! — broniła się zesromana2302.