— Śpiesz się, Magda! A żebyś kulasy2514 połamała, tłumoku jeden!

Dziewka przelatywała co trochę przez pokoje, jaże2515 dudniało i brzęczały szyby, jakieś dziecko jęło2516 się wydzierać wniebogłosy, kajś2517 za domem gdakały wystraszone kury, a zziajany stójka jął ganiać kurczątka rozpierzchające po zbożach i drodze.

— Widzi mi się, co2518 będą ugaszczali naczelnika — rzekł któryś.

— Pono2519 wczoraj pisarz przywiózł cały półkoszek2520 napitków.

— Schlają się jak łoni2521.

— Abo to nie mogą, mało to im naród składa podatków, a przeciech2522 nikto2523 im na ręce nie patrzy — wyrzekł Mateusz, ale ktosik2524 zakrzyczał:

— Cichojta, strażniki ano przyszły.

— Jak wilki się włóczą, że ni pomiarkować, kiedy i którędy.

Przycichli jednak trwożnie, gdyż strażnicy zasiedli pod kancelarią, otoczeni przez kupę ludzi, między którymi był wójt, młynarz, a nieco z dala kręcił się kowal pilnie nasłuchujący.

— Młynarz się łasi kieby2525 ten głodny pies!