— Po służbie, panie gospodarzu, a może nam w jedną stronę, co?

— Rad bym z duszy, ale widzi mi się, co nam kaj indziej2686 drogi wypadną.

Rozejrzał się prędko, na drodze ni żywej duszy, jeno co2687 kancelaria była jeszcze za blisko, więc ruszył z nimi trzymając się kole2688 płota i pilnie bacząc2689, bych2690 go z nagła nie obskoczyli.

Zmiarkował się starszy i dalejże pogadywać z przyjacielstwa i srodze wyrzekać, jako od samego rana jeszcze nic nie miał w gębie.

— Naczelnikowi pisarz nie żałował, to pewnikiem i la2691 pana starszego ostawił jakie ochłapy. Na wsiach przeciek smaków nie postawią; cóż, kluski a kapusta nie la takich panów — przekpiwał z rozmysłem, jaże2692 młodszy, sielny parob o rozlatanych ślepiach, cosik zamamrotał, ale starszy nie popuścił ni słowa.

Antek się jeno prześmiechał wyciągając coraz lepiej kulasy2693, że ledwie za nim nadążyli, nie bacząc już na wyboje ni kałuże. Wieś była pusta, jakby wymarła, i słońce tak doskwierało, że jeno2694 niekiedy co ta ktoś wyjrzał za nimi lub kajś2695 w cieniach zabielały dziecińskie głowiny, a tylko jedne pieski przeprowadzały ich wiernie z niemałym jazgotem i docieraniem.

Starszy zakurzył papierosa i strzyknąwszy przez zęby jął się użalać, jak to on nie zazna nigdy spokojnej nocy ni dnia, bo cięgiem2696 służba i służba.

— Pewnie, co niełacno tera2697 wyciągnąć choćby co niebądź od chłopów...

Strażnik jeno zaklął sięgając jaże do maci, ale Antek, że mu się to już zmierziły te kluczenia, ścisnął mocniej kijaszek i rzekł całkiem zaczepnie:

— Prawdę powiem, a to z waszej służby tyla2698 jeno2699 jest profitu2700, co się po wsiach naszczekają pieski, a jaki taki zbędzie ostatniej złotówki.