I któregoś dnia całkiem niechcący natknęła się na Jasia, siedział pod kopcem granicznym z książką w ręku, nie mogła się już cofnąć i stanęła przed nim, okryta rumieńcem i mocno zesromana2946.
— Cóż wy tu robicie?
Jąkała się strwożona, czy aby się czego nie domyśla.
— Siadajcie, widzę, żeście się zmęczyli.
Wagowała2947 się nie wiedząc, co począć, pociągnął ją za rękę, że przysiadła pobok2948, spiesznie chowając bose nogi pod wełniak.
Ale i Jasio był zmieszany, rozglądał się jakoś bezradnie dokoła.
Pusto było na polach, lipeckie dachy i sady wynosiły się ze zbóż jakoby wyspy dalekie, wiater ździebko przegarniał kłosami, pachniało rozgrzaną macierzanką i żytem, jakiś ptak przeleciał nad nimi.
— Strasznie dzisiaj gorąco! — zauważył, aby jeno2949 zacząć.
— I wczoraj przypiekało niezgorzej! — chycił2950 ją za gardziel jakiś radosny lęk, że ledwie mogła przemówić.
— Lada dzień zaczną się żniwa.