— Pewnie... juści... — przytwierdzała wlepiając w niego ciężkie oczy.
Uśmiechnął się i spróbował mówić swobodnie, prawie żartem:
— Jagusia to co dzień ładniejsza...
— Kaj2951 mi tam do ładności! — stanęła w pąsach, pociemniałe oczy buchnęły płomieniami, a wargi zadrgały w przytajonym prześmiechu radości.
— I naprawdę Jagusia nie chce iść za mąż?
— Ani mi się śni, abo mi to źle samej!
— I żaden się wam nie podoba, co? — nabierał coraz więcej śmiałości.
— Żaden, nie żaden! — trzęsła głową patrząc w niego rozmarzonymi słodko oczami, nachylił się i zajrzał głęboko w te modre przepaście; modlitwę miała w spojrzeniu, najgłębszą i najsłodszą, i najdufniejszą, żarliwy krzyk serca rwący się w czas Podniesienia. Dusza się w niej trzepotała kiej2952 te skry słońca nad polami, kiej ptak rozśpiewany wysoko nad ziemią.
Cofnął się jakoś dziwnie niespokojnie, przetarł oczy i wstał.
— Muszę już iść do domu! — skinął głową na pożegnanie i poszedł szeroką miedzą ku wsi czytając kiej niekiej2953 książkę, to błądząc oczami, ale w jakiś czas obejrzał się i przystanął.