— To go złapcie i wydajcie!
— Żebyśta mieli rozum, to by go już dawno mieli...
Sklął go Mateusz i chciał pobić, ledwie ich rozdzielili, więc jeno mu nawytrząchał pięścią, nasobaczył i odszedł, a że już było do cna pociemniało3038 na świecie, to i naród porozchodził się po chałupach.
Na to właśnie czekał Antek, bo skoro jeno drogi opustoszały i ludzie zasiedli przed wieczerzami, a po wsi rozwiały się zapachy smażonej słoniny, skrzyboty łyżek i ciche pogwary przy miskach, przyprowadził Rocha na Józiną stronę, nie pozwalając rozniecać ognia.
Stary przegryzł naprędce coś niecoś, pozbierał, co miał swojego, i jął3039 się żegnać z kobietami. Hanka padła mu do nóg, a Józka buchnęła skomlącym, rzewliwym płaczem.
— Zostańcie z Bogiem, może się jeszcze zobaczymy! — szeptał łzawo, przyciskając je do piersi a całując po głowinach kiej3040 ten ociec rodzony, ale że Antek przynaglał, to pobłogosławiwszy jeszcze dzieciom i domowi przeżegnał się i ruszył do przełazu pod bróg.
— Konie zaczekają u Szymka na Podlesiu, a Mateusz was powiezie.
— Muszę jeszcze zajrzeć do kogoś na wsi... Gdzie się spotkamy?...
— Przy figurze pod borem, zarno3041 tam pociągniemy...
— A dobrze, bo z Grzelą mam jeszcze dużo do pomówienia.