— A żeby to wciórności! — zaklął, nie wiedząc już, co począć, szczęściem, iż pokrótce przyleciał Grzela z Mateuszem i żeby cosik3027 pewnego uradzić, zamknęli się w stodole, gdyż do chałupy cięgiem3028 ktoś wpadał na wywiady.
Mrok już do cna3029 przysłonił świat, Hanka podoiła krowy i Pietrek przyjechał z boru, kiej3030 dopiero wyszli; Antek wziął zaraz rychtować3031 brykę, zaś Grzela z Mateuszem, la3032 zamydlenia oczów, poszli szukać Rocha po chałupach.
Dziwowali się temu, boć każden byłby przysiągł, jako siedzi schowany kajś3033 u Boryny.
— Zaraz po obiedzie gdziesik się zapodział i ani słychu! — rozgłaszali przyjaciele.
— Ma szczęście, już by se ano w dybkach3034 wędrował!
I w mig się rozniesło, jak chcieli, że Rocha już od południa nie ma we wsi.
— Przewąchał i zwiał, kaj pieprz rośnie! — pogadywali radzi.
— Niech jeno3035 nie powraca więcej, nic ta po nim! — rzekł stary Płoszka.
— Przeszkadza wama3036? A może was ukrzywdził, co? — zawarczał Mateusz.
— A mało to narobił mątu? Mało to was nabuntował? Jeszczek3037 przez niego cała wieś ucierpi...