— Stary uszanuje i na cudzy grosz niełasy — podjął znowu Jambroży.
— Nie, nie, ino obraza boska z tego bywa.
— Mógłby zapis zrobić — rzekł serio wytrząsając fajkę na trzon.
— Jagna ma dosyć swojego — odpowiedziała po chwili, wahająca już i niepewna.
— Więcej by on dał, niźli wziął, więcej...
— Rzekliście!
— Co wiadomo, nie z wiatru wziąłem ani z pomyślonku, nie od siebie przyszedłem...
Milczeli znowu. Stara ogładzała długo rozwichrzoną kądziel, potem pośliniła palec i jęła wyciągać lniane włókna lewą ręką, a prawą puszczała w wir wrzeciono, że z warczeniem, kieby bąk, kręciło się po podłodze i furkotało.
— Jakże? Ma to przysłać?
— Któren?