— Ale... bom to winowaty... ale... borowy mię wygnał i jeszcze chciał kijem sprać, inom uciekł... a granula zarno33 się jęła pokładać, a porykiwać, a stękać, żem do chałupy przygnał...
Zamilkł, ale słychać było ciche, bolesne chlipanie i siurkanie nosem.
— Witek... a nie bucz kiej ciele, bo ci to pierwszyzna, że cię ociec spiera?...
— Juści, że nie pierwszyzna, ale zawdy tak się bojam... bo nijakiej wytrzymałości na bicie nie mam...
— Głupiś, parobek tyli, a boja się... już ja przełożę tatusiowi...
— Przełożysz, Józia? — zawołał radośnie — bo to borowy mię wygnał z krowami, bo...
— Przełożę, Witek, ino się już nie bojaj!...
— Kiej tak... to naści tego ptaka! — szepnął z radością i wyjął z zanadrza drewniane cudło. — Obacz ino, jak się sam rucha.
Postawił go na progu obory, nakręcił, i ptak zaczął się kiwać, podnosić nogi długie i spacerować...
— Bociek, Jezu a dyć się rucha kiej żywy! — zawołała zdumiona, odstawiła szkopek34, przykucnęła przed progiem i z najżywszą radością i zdumieniem patrzyła.