— Za tę dziecińską krzywdę se balują.

— A Jagna siedzi jak ten mruk.

— Maciej za to ślepiami świeci kiej żbik!

— Kiej to próchno, moiściewy, kiej próchno!

— Będzie on jeszcze płakał.

— Nie jest on z tych, co płaczą, do kija prędzej się weźmie...

— To samom mówiła wójtowy, jak o zmówinach powiedziała.

— Czemu to ona dzisiaj nie przyszła?

— Jakże, leda dzień zlegnie...

— Rękę bym sobie dała uciąć, że niedługo, niech ino muzyki zaczną w karczmie, to Jagna ganiać będzie za parobkami.