— I źle się to skończy, obaczycie... juści, mnie to nic do tego, ale tak myślę, że się Antkom krzywda stała i dzieciom, to i kara przyjść przyjdzie za to.
— Pewnie, Pan Jezus nie rychliwy, ale sprawiedliwy...
— O Antku tyż coś niecoś napomykali, że tu i ówdzie widywali ich razem, jak się zmawiali... — przyciszyły głosy i rajcowały coraz złośliwiej, i nicowały nieubłaganie całą rodzinę, nie darowując i starej, a litując się nad chłopakami najbardziej.
— A bo to nie grzech! Parobki pod wąsem, Szymek ma już dobrze na trzydzieści i żenić mu się nie da, z domu nie popuści i o bele co piekłuje.
— Przecie to i wstyd, chłopy tyle, a wszystkie kobiece roboty robią...
— By sobie ino Jagusia rączków nie powalała74!
— A po pięć morgów mają i żenić by się już mogli!
— Tyle dziewczyn jest we wsi...
— A wasza Marcycha najdawniej czeka i grunt przyległy do Paczesiowego!
— Baczcie na swoją Frankę lepiej, by się czego z Adamem nie doczekała!