Ale dopiero gdy nadszedł wójt — spóźnił się, bo musiał rekrutów odstawiać do powiatu — rozruchali się ludzie, bo skoro wszedł, skoro przepił raz i drugi, wziął rozprawiać z gospodarzami i przekpiwać się z „młodych”.
— Pan młody kiej ściana, a młoducha niby to sukno czerwone.
— Jutro powiecie...
— Probant z was, Macieju, toście dnia nie zmarnowali.
— Nie gęsior przeciech, to nijak mu na oczach wszystkich!
— I półkwaterka bym nie trzymał za tym! Rzuć ino kamuszkiem w krzaki, a zawżdy ptaszek jaki wyfrunie, wójt to wama mówi!
Gruchnęli śmiechem, bo Jagna uciekła na drogą stronę.
Kobiety też dogadywały, co im ślina przyniesła na język.
Wnet się wrzawa wzmogła i wesołość ogarniała duszę, wójt pomógł rzetelnie, ale i gorzałka zrobiła swoje. Boryna nie żałował i flachę puszczał częstą kolejką; tańce też szły raźniejsze i gęstsze, śpiewać już poczynali, przytupywać i coraz większym kołem taczać po izbie.
A na to już zjawił się Jambroży, przysiadł zaraz, nieledwie przy progu, a łakomymi oczyma wodził za flachą.