— Hale — ludzie wama zwrócą krowę abo i co poradzą, abo i kiele gospodarstwa chodzić będą, abo się nad wami użalą — zagadała gorąco wójtowa.
— Albo i ciepłą pierzynę narządzą — zaśmiał się wójt. — A we wsi tyle jest dziewuch, że jak się idzie między chałupami, to bucha kiej z pieca.
— Ale, widzisz go, rozpustnik... czego mu się zachciewa...
— A Zośka Grzegorzowa na ten przykład, śmigła, piękna i wiano niezgorsze.
— A cóż to Maciejowi potrza wiana, nie gospodarz to pierwszy we wsi?
— Kto by ta miał dobra a i grontu dosyć — zaoponował dziad.
— Ni Grzegorzowa nie la nich — podjął wójt — za mdła i młódka to jeszcze.
— A Jędrkowa Kasia? — wyliczała dalej wójtowa.
— Zmówiona. Wczoraj Rochów Adam posyłał z wódką.
— Jest ci jeszcze Stachowa Weronka.