— Dobrze młynarz płaci?
— Po pięć złotych i groszy piętnaście bierze Mateusz...
— Aż tyla! Pięć złotych...
— Przecież jego to głową wszystko idzie, to i nie dziwota.
Hanka milczała, ale przechodząc wprost kuźni, z której przez wybite szyby buchały czerwone światła i krwawiły śniegi, szepnęła:
— Ten judasz zawsze ma co robić.
— Czeladnika se przybrał, a sam cięgiem jeździ, pono z Żydami spółkę trzyma w lesie i razem ludzi oszukują.
— Tną to już poręby?
— W lesie to siedzicie czy co, że wam nie wiadomo?
— Nie w lesie, ale za nowinami nie biegam po wsi.