— A to żebyście wiedzieli, rąbią, ale na przykupnym.
— Juści, naszego przecież nie pozwolą tknąć...
— Ino nie wiada, kto zabroni, wójt trzyma ze dworem, sołtys też i wszyscy, co bogatsi.
— Prawda, kto ta bogaczów zmoże, kto ich przeprze... A zajrzyj, Nastuś, do nas.
— Idźcie z Bogiem, przylecę którego dnia z kądzielą.
Rozstały się przed młynarzowym domem. Nastka poszła do młyna, na dół nieco, a Hanka przez podwórze do kuchni; ledwie się tam dostała, bo pieski się zleciały i zaczęły doszczekiwać i przypierać ją do ściany, aż Jewka obroniła i powiedła, ale nim się rozgadały, weszła młynarzowa i zaraz prosto z mostu rzekła:
— Do męża macie interes? Jest we młynie.
Nie czekała, ino poszła, ale spotkała się z nim w pół drogi; poprowadził ją do pokoju, zaraz też zapłaciła mu, co była winna za kaszę i mąkę.
— Krowę zjadacie! — powiedział zgarniając pieniądze do szuflady.
— Cóż poradzić, kamieni przeciech nie ugryzie.