Stanęła wystraszona nic nie rozumiejąc.
— Chłop ma dzieci i żonę, a za drugimi sie ugania.
Zbladła i poczęła się trząść w sobie.
— Prawdę mówię, wałęsa się po wsi nocami, widzieli go ludzie nie raz jeden...
Odetchnęła z ulgą ogromną, wiedziała przecież o tym i dobrze rozumiała, że go tak pamięć krzywdy rzuca po nocach i spać nie daje... a ludzie zaraz to sobie farbują na swoje.
— Mógł się już wziąć do roboty, zaraz by mu wywietrzały z głowy kochania.
— Gospodarski syn to...
— Dziedzic jucha, w robocie będzie przebierał, jak ta świnia w pełnym korycie. Kiedy taki przebierny, to trzeba było żyć w zgodzie z ojcem, a za Jagusią nie latać... boć to i grzech niemały, i wstyd...
— Co też panu w głowie powstało? co? — zawołała prędko.
— Mówię wam, jak jest, cała wieś o tym wie, spytajcie się! — zawołał głośno i prędko, że to popędliwy był wielce i zawsze rad prawdę rznął prosto z mostu.