— Sielna dziewucha, a rosła, że bez płot nie przejdzie, bo żerdki pod nią pękają... a piękna, biała na gębie, a urodna kiej jałowica.
— Jagna — powtórzył Boryna słuchający w milczeniu wyliczania — a to powiedają o niej, że łasa na chłopaków.
— Ale, był to kto przy tym, to wie! Pleciuchy pletą, byle pleść, a wszystko ino przez zazdrość — broniła mocno wójtowa.
— Ja też nie powiedam sam z siebie, ino tak pogadują. Ale trza mi iść — poprawił pasa, wraził węgielek we fajkę i pyknął parę razy.
— Na którą to w sądzie? — zapytał spokojnie.
— Na dziewiątą napisane w powiestce. Musicie do dnia wstać, jeśli na piechty.
— I... źróbką se wolno pojadę. Ostańcie z Bogiem, dziękuję wama za pożywienie i somsiedzką radę.
— Idźcie z Bogiem, a pomyślcie, cośwa wama raili41... Powiecie, to z wódką pójdę do pani matki i jeszcze przed Godami sprawim wesele...
Boryna nie odrzekł nic, łypnął ino oczami i wyszedł.
— Jak stary młódkę bierze, diabeł się cieszy, bo profit z tego miał będzie — rzekł dziad poważnie, skrobiąc głośno po dnie miski.