— Wychodźta, póki po dobremu — i aż jęknęła, tak ją ciepnął na kratę, bo ani kroku po dobroci ustąpić nie chciała.

— Wyjdźcie, będziemy głośno mówili, to choć on Kozioł, a usłyszy!

Zaczęło się wreszcie badanie.

— Jak się nazywacie?

— Hę?... a, przezywam?... Przeciech wołali mę, to niby wiedzieć wiedzą...

— Głupiś. Jak się nazywacie? — indagował nieubłaganie sędzia.

— Bartek Kozioł, prześwietny sądzie — rzuciła żona.

— Ile lat?

— Hę?... a, lat?... bo ja to pomnę! Matka, wiele to ja mam roków?...

— Pięćdziesiąt i dwa, widzi mi się, będzie na zwiesnę.